Co mi dała superwizja, czyli wyznania Coacha.

[ Anna Chraniuk ] -

9-11-2015

Po dziś dzień pamiętam emocje i uczucia, które towarzyszyły mi podczas odczytywania wiadomości: "Witaj Aniu, chciałam zaprosić Cię na superwizję grupową, którą organizuję w Szczecinie. Grupa będzie zamknięta, maksymalnie 8 osób, osiem spotkań raz w miesiącu [...]" Superwizję?! Ja?! Grupową?! Ja?!

 

Właściwie doskonale wiedziałam na czym polega superwizja, wiedziałam że w aktywnej pracy coachingowej (ale też trenerskiej - bo przecież i trenerem jestem) jest ona niezwykle ważna i istotna, a niemal obowiązkowa, jeśli na poważnie myśli się o swojej pracy. Mimo racjonalnej wiedzy, w głowie kołatało się miliony myśli: nie idę, przecież to ogromna ekspozycja społeczna, będą mnie oceniać (w sumie konstruktywnie, ale przecież oceniać), a co jak tam będą "lepsi" coachowie ode mnie, bardziej doświadczeni, znani... Nie, nie, nie - jakoś sie wymigam - napiszę że mi terminy nie pasują - głowa zaczęła szukać wymówek, serce mówiło, że należy je znaleźć !!! Niezwłocznie i bezwarunkowo.

 

Jak dzisiaj pomyślę o tym co się wtedy ze mną działo, aż sama się do siebie uśmiecham - to był znak, że bardzo, ale to bardzo tej superwizji potrzebuję. Z jakich powodów? Ponieważ aktywnie pracuję, mam chwilę zwątpienia i sama nie zrobię "wglądu w siebie", bo obawiam się swoich kompetencji, boję się pokazać, aby działać jeszcze lepiej, bo boję się szkolić i aktywnie uczyć. No właśnie - AKTYWNIE UCZYĆ - bo dla mnie po roku superwizji grupowej, zamkniętej i wejścia w nowy proces superwizyjny jest ona niczym innym jak AKTYWNYM UCZENIEM SIĘ, UCZENIEM PRZEZ DOŚWIADCZENIE, przy cudownym wsparciu superwizora ale też innych coachów, którzy - podziwiać ich odwagę - wspierają i doceniają.

 

Dziś z pełną świadomością mogę powiedzieć, że to była jedna z najodważniejszych a zarazem najlepszych moich decyzji rozwojowych. Co zyskałam:

- przede wszystkim olbrzymi wgląd w siebie, swoją pracę, swój warsztat;

- otwarcie się na siebie i inspirację do ciągłego uczenia się przez doświadczanie;

- odnalazłam swój styl coachingowy - ale też umiejętność silnego bycia w roli dla mojego klienta;

- możliwość przepracowania trudnych dla mnie jako coacha sytuacji (ale też emocji) w relacji coach-klient;

- a dodatkowo - co dla mnie w wymiarze społecznym najważniejsze - znajomość z niesamowitymi coachami - wspierającymi, otwartymi, odważnymi i inspirującymi.

 

Dziś wiem, że nie mogę być profesjonalnym coachem, jeśli nie podlegam pod superwizję, to punkt obowiązkowy w procesie rozwoju każdego coacha. Wiem też, że poczyniony rozwój daje mi większą swobodę pracy a przede wszystkim tak cenny dziś czas... skuteczne poddanie się superwizji daje bowiem szybkie i skuteczne rozwiązanie tego, co nie pozwala nam w naszej pracy iść dalej - doskonalić się i rozwijać.