O kryzysie w superwizji

[ Ania Chraniuk ] -

20-10-2016

Pierwsze, co przychodzi mi do głowy, że nie mamy czasu, ale tak faktycznie nie pasuje nam termin, nie było możliwości, ale znów podkreślę takiej realnej by na superwizję pójść.

 

Idę zatem dalej… głowa podsuwa drugą przyczynę – nie masz aktualnie wielu klientów, a więc nie jest ci superwizja potrzebna. I tu zaczynam się zastanawiać? Niewielu klientów, czyli ilu? W sumie prowadzę aktualnie 4 procesy rozwojowe, więc klienci są… pracuje z nimi średnio raz w tygodniu. Poza tym jak sięgnę pamięcią wstecz bywało tak, że miałam jednego klienta i byłam obecna na superwizji, może nie uczestniczyłam w niej aktywnie, ale jako obserwator – zawsze, absolutnie zawsze wzięłam z niej coś dla siebie, coś do mojego warsztatu pasowało i było dla mnie użyteczne. Więc… marna to wymówka, że mam mało (czterech) klientów…

 

Troszkę się zaczerwieniłam, poczułam lekki wstyd i zastanawiam się dalej… myślę – najzwyczajniej mi się nie chce (mam trzecią przyczynę)! Przecież mam do tego prawo – no jak absolutnie mam prawo do tego aby mi się nie chciał… i jak tylko o tym pomyślałam wiedziałam, że jest w tym jakiś głębszy sens i tu pojawia się kolejna (być może prawdziwa) przyczyna.

 

Czwarta wymówka to fakt, że zaczynam się bronić i troszkę uciekać, bo w mojej pracy (przy tych niewielu klientach) pojawiły się trudne dla mnie jako coacha momenty… Tak, pojawiło się coś o co absolutnie powinnam zadbać i wiem to, ale się bronię. Bronie się, bo temat dla mnie trudny i niewygodny – bo dotyka mocno mnie i moich emocji, bo pracuję z klientem nad tematem bardzo mi bliskim, każda sesja dotyka mnie jako coacha-człowieka i… no właśnie i bardzo potrzebuję superwizji.

 

A TY JAKĄ MASZ WYMÓWKĘ BY OPUŚCIĆ SUPERWIZJĘ?