Kiedy codzienność powie nam "NIE", czyli o superwizji indywidualnej

[ Ania Chraniuk ] -

12-05-2016

Magia oczekiwania zniknęła jeszcze tego samego dnia - mój Syn dostał prawie 40 stopni gorączki, która nie ustąpiła przez całą noc. Oj, oszukuję ustąpiła do 39... Poniedziałek przyniósł nadzieję, że jednak pojawię się na superwizji - temperatura spadła i wydawało się że już nie wróci. Hmmm, błędne to było myślenie. Już wieczorem pojawiło się 39,3 stopnie na termometrze i rozwiały wszelkie wątpliwości, że będę mogła wyjść. Choć właściwie mogłam, ale nie chciałam. Zwłaszcza, że Młody Człowiek oczekiwał mojego absolutnego bycia cały czas: "...mamusiu przytul, mamusiu wody, mamusiu boli, mamusiu nie chcę, mamusiu połóż się obok, mamusiu podaj, mamusiu choć, mamusiu... mamusiu... mamusiu!!!"

 

Miłość matczyna nawet nie dopuściła jakichkolwiek wątpliwości czy pojadę czy nie. Nawet przez moment nie pomyślałam, że mogłabym Go zostawić choćby na minutę... W głowie od razu powstało rozwiązanie - skoro bardzo potrzebuję poddać się superwizji (a wierzcie, że potrzebowałam bardzo), a nie mogę być na superwizji grupowej, to... skorzystam z SUPERWIZJI INDYWIDUALNEJ !!! To była moja Eureka :)

 

Tak, tak sama się z siebie teraz śmieję, ale w tamtym momencie tak czułam i jedynie co, to napisałam Kasi, z przeprosinami, że mnie nie będzie, że są rzeczy ważniejsze...

 

Dziś (środa) udało się :) Młody już ma wyłącznie stan podgorączkowy (bo czymże jest 37,8 w obliczu niemal 40). Mąż specjalnie wyszedł wcześniej z pracy, abym ja mogła spełnić swoją potrzebę rozwojową i poddać się SUPERWIZJI - tym razem INDYWIDUALNEJ! Była to moja pierwsza taka superwizja i... było to dla mnie bardzo dobre doświadczenie. W tej konkretnej sytuacji sprawdziła się idealnie - patrząc na to "na spokojnie" nie jestem przekonana, czy grupowo efekt byłby tak zaskakujący. Zwłaszcza, że potrzebowałam przepracować relacje - w tym obszarze bowiem okazało się, że jest mi ciężko pracować z klientem. Bardzo silnie włączały się moje mapy, moje schematy. Prawie dwugodzinna praca superwizyjna, gdzie cała uwaga skupiona była na mnie, dała zaskakujące efekty - superwizor wcielając się w rolę klienta pozwolił zrozumieć, jak ważne jest po pierwsze wyłączenie własnych map, a po drugie, że jest pewna relacja, którą muszę poukładać i tym razem nie jako coach, ale jako człowiek :)

 

Jak się domyślam każdy z mojego doświadczenia wyciągnie dla siebie coś innego. Dla mnie wniosek płynie jeden: z każdej sytuacji jest wyjście, niemal wszystko można przekuć na swoją korzyść, jakoś pogodzić i poukładać - ważna jednak w tym wszystkim jest dojrzałość i DBANIE O SIEBIE.

 

A TY KIEDY OSTATNIO ZROBIŁEŚ COŚ DLA SIEBIE?

JAK TY DBASZ O SIEBIE?