Czy istnieje superwizja kryzysowa?

[ Anna Chraniuk, Katarzyna Dujanowicz ] -

4-04-2020

Mamy przekonanie, że jesteśmy w takim momencie – my wszyscy, również Coachowie, że każdy  z nas może doświadczać kryzysu, mieć wątpliwości, bać się… Każdy może odczuwać kryzys na swój sposób, radzić sobie z nim lepiej lub gorzej, jednak faktem jest, że go odczuwamy, że on jest i ma na nas wpływ. To, że również zawodowi, profesjonalni i praktykujący coachowie odczuwają ów kryzys potwierdzają prowadzone przez nas w ostatnim czasie superwizje. Coraz częściej okazuje się, że dotykamy na nich właśnie tematów związanych z kryzysem, że temat ten pojawia się również w procesach superwizyjnych jakie prowadzimy, choć wcześniej nie było o nim mowy – nie wchodził w  ramy spotkań.

 

Same regularnie korzystamy z superwizji od wielu lat – zarówno w tej indywidualnej jak i grupowej. Zresztą samej superwizji  temu jak ona funkcjonuje w środowisku coachingowym przyglądamy się już od dawna. Te obserwacje były też podstawią do napisania przez nas książki „Superwizja w coachingu”. A dziś, patrząc na nasze środowisko zawodowe, zauważamy że zdecydowanie częściej niż dotychczas my – Coachowie sięgamy właśnie po SUPERWIZJĘ. Przeglądając też różne wydarzenia pojawiające się w przestrzeni publicznej, okazuje się, że tych, związanych z superwizją jest znacznie więcej. Nasuwa się wiec niemal niepodważalny wniosek… kryzys dotyczy również osób które pomagają, wspierają, rozwijają Innych – dotyczy nas Coachów. Może on dotyczyć wielu płaszczyzn: z jednej strony naszej kondycji psychofizycznej, procesów przeciwprzeniesienia, zachowań czy działań jakie podejmujemy lub z których rezygnujemy, czy też obawy związanej z naszymi podstawowymi potrzebami w piramidzie potrzeb Maslowa – na ile nasze biznesy coachingowe przetrwają.

 

A więc…

 

Czy w obecnej superwizji sięgamy po podstawowe, znane/wyróżnione do tej pory rodzaje superwizji, czy może jednak pojawia się nowy rodzaj superwizji? Czy w obecnej sytuacji możemy mówić o pojęciu superwizji kryzysowej?

 

Możemy wyróżnić następujące rodzaje superwizji:

 

Kadushin (1992)

Proctor (1986)

Hawkins i Smith (2007)

CoachWise (2009)

Administracyjna

Normatywna

Jakościowa

Normatywna

Edukacyjna

Formacyjna

Rozwojowa

Problemowa

Pomocy

Wspierająca

Odświeżająca

Rozwojowa

(Opracowanie za H. Shmidt: K. Sidor- Rządkowska, Coaching. Teoria, praktyka, studia przypadków, Wolters Kluwer, Kraków 2009, s.211)

 

Patrząc na rodzaje superwizji pojawia nam się kolejne pytanie: czy zatem to, w jakim jesteśmy miejscu jako Coachowie, jakie mamy obawy, jakie lęki, jak wygląda nasza kondycja psychofizyczna mieści się w ramach superwizji problemowej, superwizji pomocy, a może wspierającej lub rozwojowej? Gdzie zatem patrząc na rodzaje superwizji mieści się nasze „bycie w kryzysie”? Czy to wystarczy, aby mówić o superwizji kryzysowej?

 

Od lat regularnie poddajemy się superwizji, jesteśmy w ciągłym procesie własnego rozwoju. Zastała nas sytuacja kryzysowa – związana z pandemią, w tej sytuacji zaczęłyśmy zastanawiać się superwizyjnie nad pytaniem: Co dalej z moim biznesem coachingowym? Pojawia się więc nam temat superwizji idealny pod superwizję rozwojową. Jednak pracując nad tematem doświadczamy jej różnych form – z jednej stromy jest to superwizja mocno strukturalna, zgodna ze sztuką, która daje olbrzymią przestrzeń do analizy, generowania rozwiązań, modeli, kierunków działania. Jednak to nie wszystko, obecna sytuacja determinuje również fakt, że temat przybiera zupełnie inny wymiar, zmienia się w związku z nim zupełnie nasza perspektywa. Zaczynamy doświadczać mocniej, głębiej. Pojawia się (i świadomie używamy tego słowa) supewizja niemal „terapeutycza”, gdzie w zaufanym gronie innych Coachów (czy naszego Superwizora), możemy mówić o tym co nas boli, co napędza lękiem, czego się boimy, co się w nas uruchamia w związku z daną sytaucają, co jest po „ciemnej stornie” – bo teraz jest właśnie taka chwila, taki czas – czas globalnie związany z koronawirusem, z czymś trudnym i kryzysowym, co jak się skończy, tak naprawdę chyba nikt nie wie co i jak będzie.

 

Patrząc na to z lotu ptaka, pamiętamy jak uczyłyśmy się sztuki coachingu i superwizji – wtedy niezmiernie ważna była struktura. Trzymanie się krok po kroku wszelkich działań – praktykowanie zgodnie ze sztuką, bez odstępstw, za to zgodnie z wybranym modelem pracy. W jakim celu, po co? Po to, aby wiedzieć czym superwizja jest, a czym nie jest. Jak ma wyglądać, czym różni się od innych form wsparcia – co musi wystąpić abyśmy mogły śmiało powiedzieć, że to jest superwizja, a nie np. mentoring czy konsultacje. W miarę praktykowania, rozwijania własnych kompetencji – dojrzewania doszłyśmy do miejsca, w którym można było odłożyć (tą sztywną) strukturę i… po prostu być, pracować z Klientem. Gdzie można swobodnie podążać, dawać obecność, uważność, bez strachu o to, co trudnego za mną, co w tyle… I tym samym dać Klientowi wspaniałą, głęboką i użyteczną superwizję.

 

Przez ponad rok prowadziłam (Kasia) zamkniętą Supervision Advenced Group w Szczecinie. Tam, podczas sesji struktura przestała mieć znaczenie (i mam tu na myśli tą strukturę, która w 100%, od razu, bez zastanowienia się potwierdzałaby, że to superwizja, a nie inna forma wsparcia). Podczas pracy tej grupy, były więc głębokie i silne emocje, ogromne zaufanie, „rozbieranie się przed sobą do naga”. To był czas i dowód na to, że superiwzja może wspierać z kryzysie, choć wtedy miał on dla mnie i myślę dla nas wszystkich zupełnie inny wymiar.

 

I patrząc na pracę tej właśnie grupy – wtedy mając wątpliwości – dziś już ich nie mam i wiem, że to była na 100% superiwzja coachingowa. Dlaczego? Ponieważ cały czas w naszej pracy dotykaliśmy tego: Kim jestem? Jak to, w jakim momencie jestem wpływa na moich klientów? Jak ja jako coach wpływam na moich Klientów? Jak moje lęki/obawy/strachy wpływają na moją pracę jako coach? Jak to co dzieje się u mnie (moje aktualne doświadczenia) determinuje moją pracę? A że było mocno, ze łzami, z bólem, ze skrajnymi emocjami, nie znaczy, że nie była to superwizja, ale raczej, że w grupie byli bardzo dojrzali Coachowie, GOTOWI na pracę „bez struktury”, Coachowie z ogromnym zaufaniem do siebie, do siebie nawzajem, do mnie, ale też pełni otwartości, szczerych intencji, ale też Coachowie profesjonalnie podchodzący do swojej pracy, mimo (a może dzięki) swoim własnym kryzysom. I dziś wspólnie zastanawiamy się…

 

Gdzie jest granica? Kto może prowadzić jedną, a kto drugą? Superwizja grupowa czy terapia grupowa?

 

Na myśl przychodzi nam jedno – że, chyba jak w każdym zawodzie, liczy się pokora i doświadczenie…

Warto zacząć od tego, aby przede wszystkim wiedzieć czym superwizja jest a czym nie jest, znać po prostu podstawy praktykowania, wiedzieć jak zarządzić procesem grupowym, wiedzieć jaka jest moja rola jako Superwizora w tym procesie,  ale… a może przede wszystkim będąc za ten proces odpowiedzialnym wiedzieć, kiedy moja postawa – ale też reakcja na to co się dzieje w grupie (czy na sesji indywidualnej) powinna być bardziej dyrektywna a kiedy zupełnie nie… a może taka jak w transformującej obecności? Mieć świadomość tego, dokąd sięgają moje kompetencje jako superwizor – ile superwizji przeprowadziłem, co umiem, a czego jeszcze nie. Na ile moje kompetencje są zintegrowane z doświadczeniem, na ile potrafię chociażby zarządzać procesem grupowym (kompetencja trenerska, a jakże potrzebna przy superwizji grupowej), na ile jestem też psychologiem i mam „skłonności” do wchodzenia w tematy, obszary terapeutyczne…

Z naszej perspektywy ważne wydaje się to, aby w tym wszystkim znać siebie jako superwizor, umieć reagować na procesy, które zachodzą w grupie czy też zauważać reakcje Uczestników na różnorodne tematy jakie poruszane są na superwizji. Aby, jak w modelu 7 perspektyw (Hawkins, Shohet) dotykać też tego co jest, co dzieje się w systemie, co jest globalne – jest makro, w co jesteśmy „uwikłani”.

 

Warto zatem pracując z Coachami zobaczyć na ile kryzys (dziś mówimy o tym konkretnym – kryzysie związanym z koronawirusem), którego doświadczamy – jest podobnie jak  w coachingu kryzysowym – cały czas relacją  partnerską, a nie opiekuńczą. Na ile patrzymy na superwizję rozwojowo, a więc wśród obaw które odczuwamy – nadal dostrzegamy sprawczość oraz widzimy możliwe rozwiązania i posuwamy się do przodu.

 

Cytując Annę Szajkowsą i Aleksandrę Krupską: „…rozróżnienie między coachingiem a coachingiem kryzysowym opiera się raczej nie o formę pracy, a treści i cele wnoszone przez klienta oraz konieczność zwrócenia większej uwagi na stan psychiczny klienta i jego możliwości. Pracując z ludźmi, bez względu na formę pomocy, którą oferujemy, należy pamiętać, że o ile klient jest odpowiedzialny za osiągane cele, to my jesteśmy odpowiedzialni za PROCES – w tym także za dostrzeżenie granic, za którymi kończą się nasze możliwości wspierania.”

 

Z naszej pespektywy to samo dotyczy pracy superwizyjnej: to cele wnoszone na sesję, sprawczość i możliwości Klienta oraz nasza odpowiedzialność za proces, będą determinowały jej rodzaj i formę. 

 

Nieustannie mamy też ogromne przekonanie, potwierdzone własnym doświadczeniem, że: SUPERWIZJA MA MOC, bez względu na rodzaj jaki przybiera. Faktem jest też, że im większe doświadczenie w jej prowadzeniu mamy, tym łatwiej i skuteczniej będziemy ją realizować, nawet w warunkach kryzysu…

 

Dla nas na ten moment naszych rozważań, superwizja kryzysowa to fakt. Warto byłoby się jeszcze przyjrzeć co zatem ją determinuje… jednak mamy przekonanie, że to temat na kolejny artykuł…